Święty Maksymilian Maria Kolbe – miłość silniejsza niż nienawiść
Są ludzie, którzy swoim życiem przypominają, że nawet pośród największej ciemności można ocalić światło dobra. Święty Maksymilian Maria Kolbe pozostawił takie świadectwo. W miejscu, gdzie człowiekowi odbierano godność i nadzieję, stanął po stronie drugiego człowieka. Jego historia porusza serce i zachęca, abyśmy każdego dnia uczyli się miłości odważnej, wiernej i gotowej do poświęcenia.
Urodził się 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli. Na chrzcie otrzymał imię Rajmund. Dorastał w rodzinie, w której ważne miejsce zajmowały wiara i praca. Wstąpił do franciszkanów, przyjmując imię Maksymilian, a później także Maria. W 1918 roku został kapłanem. Szczególną miłością darzył Matkę Bożą, której powierzał swoje życie i apostolskie zamiary.
Maryjna pobożność ojca Maksymiliana zachęca nas do zaufania, które znajduje wyraz w działaniu. Powierzyć się Bogu to również podjąć obowiązki, wykorzystać otrzymane zdolności i odważnie odpowiedzieć na potrzeby innych. W takim zawierzeniu jest miejsce zarówno na wielkie pragnienia, jak i na cierpliwą, codzienną pracę.
Maksymilian założył Rycerstwo Niepokalanej, rozpoczął wydawanie „Rycerza Niepokalanej”, a w 1927 roku stworzył Niepokalanów. Pragnął docierać z Ewangelią także przez prasę i nowoczesne środki przekazu. Podjął również pracę misyjną w Japonii, gdzie w Nagasaki powstał kolejny ośrodek jego działalności.
To piękna zachęta także dla nas, którzy korzystamy dziś z internetu i parafialnej strony. Słowo może umacniać, przywracać nadzieję i przybliżać do Boga. Warto więc pytać, czy to, co przekazujemy innym, służy prawdzie i dobru, czy pomaga budować wzajemny szacunek. Każdy z nas ma możliwość podarowania komuś słowa, które podniesie go na duchu.
Najtrudniejsza próba przyszła podczas wojny. W 1941 roku ojciec Maksymilian został uwięziony w Auschwitz. Kiedy na śmierć głodową wyznaczono Franciszka Gajowniczka, rozpaczającego nad losem żony i dzieci, zakonnik dobrowolnie zajął jego miejsce. W bunkrze modlił się ze skazanymi i dodawał im otuchy. Zmarł 14 sierpnia 1941 roku, zabity zastrzykiem fenolu. Jan Paweł II kanonizował go 10 października 1982 roku jako męczennika.
Trudno objąć myślą ogrom tego poświęcenia. Maksymilian dostrzegł w skazanym człowieku kogoś, kogo życie było bezcenne. Jego decyzja stała się przejmującym świadectwem Ewangelii: miłość potrafi przekroczyć lęk o siebie i uczynić miejsce dla drugiego.
Równie wymowna pozostaje jego obecność przy pozostałych skazańcach. Towarzyszenie cierpiącym jest szczególnym darem. Kiedy brakuje odpowiedzi na bolesne pytania, można jeszcze być blisko, modlić się i pomóc komuś przejść przez najtrudniejsze chwile. Takiej obecności potrzebują również dzisiaj chorzy, osamotnieni i ci, którzy tracą nadzieję.
Święty Maksymilian przypomina, że do wielkiej miłości dojrzewamy przez małe, codzienne wybory. Przez cierpliwość wobec najbliższych, uczciwość, gotowość do przebaczenia i pomoc udzieloną wtedy, gdy wymaga ona naszego czasu lub wysiłku. Każdy taki gest uczy serce wychodzenia poza własną wygodę.
W naszej wspólnocie parafialnej możemy naśladować go, zauważając człowieka stojącego obok. Może ktoś potrzebuje rozmowy, pojednania, odwiedzin albo dyskretnego wsparcia? Może czeka, aż ktoś potraktuje jego troski poważnie? Świadectwo ojca Maksymiliana zachęca, byśmy nie odkładali dobra na później i powierzali Maryi zarówno nasze pragnienia, jak i słabości.
Święty Maksymilianie Mario, wierny synu Niepokalanej i świadku ofiarnej miłości, wypraszaj nam serca odważne i wrażliwe na cierpienie innych. Ucz nas przezwyciężać egoizm, nieść nadzieję i wiernie trwać przy Chrystusie. Wstawiaj się za prześladowanymi, więzionymi i osamotnionymi. Pomagaj naszej wspólnocie wzrastać w jedności, aby w naszych słowach i czynach było coraz więcej miłości. Amen.







